jestem chodzącym pudelkiem
na wyobraźnie
niestety w dziurach nie zobaczysz baranka
ale otchłań
ponad pokrywę nie sięgnę
a na zewnątrz rzeczywistość
mieli ziarna moich marzeń
ale nie martw sie mała
kiedyś wreszcie
spale
ten
świat
"Nie mam nic przeciwko kłamstwom, póki w nie nie wierze"
zamykając oczy
nie przestajesz widzieć świata
stajesz sie niewidzialny
kiedy odpływasz
przestając widzieć brzeg
świat przestaje istnieć
trzymając sie za ręce
tworzysz własny świat
stając sie w nim bogiem
i szatanem
oboje są wszechmocni
klękając i modląc sie
kreujesz sobie własnego boga
ciekawe kto musiał klękać
żeby stworzyć ciebie
serce
ochłap mięsa
rzucę psu na pożarcie
ale tutaj
nawet psów nie ma
jest tylko mały kącik
jakiś pył na dywanie
trochę niechcianego ciepła
jest róża
mała iskierka nadziei
która kłuje jednak dotkliwie
nawet o tym nie wiedząc
mnie
odurzonego małego księcia
setki myśli napływa z rozpędu
lecz zmienić nic nie chcą
i chyba nawet nie mogą
bo wszystko samo się zmienia
nie tak jak powinno
i tylko ona wierna
przychodzi co wieczór
i tak przerzucając nadzieje
z jednego kąta w inny kąt
głowę chowając pod koc
upokorzeń i niedopowiedzeń
czekam aż przyjdzie
ta wierna która
przychodzi co wieczór
proszę nie przychodź już więcej
i nie zostawiaj mnie
samego z własnymi myślami
jedyna ma wierna
matko i kochanko
zabierzcie ja ode mnie
pieprzoną bezsenność
W ten mglisty dzień przychodzi bezsenność w białym welonie. Wiesza na hakach w masarni serce i dusze. Przecież to tylko podroby. I wisze też ja. Półtusza. Pusty worek na miłość.
i nagle wszystkich zaczelo obchodzic ze bog sie urodził
i nagle caly kosciol ludzi na pasterce
wszysy opierdola karpia w post bo to nie mieso
i beda spiewac wszystkie 2 zwratki koled
i beda udawac ze kogos jeszcze to ochodzi
a potem przyjdzie czas na dwunaste danie..
podane w kieliszkach.. a tak na pamiatke Judasza
amen
I jestem szcześliwy.. alo coś straciłem moc na pisanie wierszy.. niby cos tyam pisze,, niby ok.. ale kurwa smutne to jak makaron z ziemniakami.. cze naprawde "Czy to gorycz łatwiej jest wykrzyczeć, niż wyśpiewać w oczach blask?"
Kiedy leże o zmroku
i czekam aż wywieje
to przez co jestem zły
i wszystkie złe myśli
i tak pogrążony w nienawiści
krzyczę przez łzy
gdzie jesteś promyku
pieprzonej nadziei!
jak długo można żyć w kraju
gdzie krwawą mery robi się z krwi Jezusa
przez wino prowadzi droga do raju
a wódkę zagryza ciałem Chrystusa
nie mogę tu znaleźć wolności
bo już nie czuje się na siłach
szukać żadnej prostej radości
gdy tonę w wyprutych żyłach
powinienem to skończyć morałem
i cie zaskoczyć bardzo
ale ten wiersz nie jest kawałem
bo takimi ludzie gardzą
kiedyś się za bardzo skamandryckiego Tuwima naczytałem i wysrałem taki wiersz
Mówi Pan, że ze mnie poeta marny
i pisze Pan na gazety łamach:
"że metafora za brzydka, ze rym jakiś banalny,
że to nie poeta lecz menel w łachmanach
potrafił by lepiej policzyć sylaby.
Jakaś mało rytmiczna jest pana rytmika
a słowa to chyba rodziły żaby.
Coś Panu początek się z końcem nie styka,
a wersy tylko wrzucone dla rymu".
Ze swej mądrej głowy rwie pan włosy.
"Co to za grafomania mój drogi synu"
wydziera się pan tu tak wniebogłosy.
A gdy słyszę te ciągłe pana wywody
to myśl jedna mnie ciągle nachodzi
i jakoś nie może mi wlecieć to z głowy,
że to wszystko chyba.. mnie mało obchodzi
i dorzucę jeszcze kilka małych bobków.. takich wierszy gówienek.. takich żeby nastolatki mogły se w pamiętnikach wpisywać..
******
Chcieli byście cofnąć czas i zmienić swoje życie
od tysięcy lat próbujecie i się nad tym głowicie
ale najprostszy pomysł nie zaświtał w waszych głowach
Przecież łatwiej jest żyć żeby niczego nie żałować
******
czemu życie zamiast być kolorowe bywa szare i czarne
zamiast być pięknym nieraz bywa brutalne
przecież to oczywiste i nie powinno Cię zaskoczyć
jakby cały czas było jasne to by raziło w oczy
******
Musimy się zebrać i rozpętać burze
Przecież nie możemy zostać szarą cegłą w murze
goniąc marzenia
dosięgając gwiazdy
prześcigając się staraniami
w końcu zrozumie to każdy
kiedyś tak daleko zajdziesz
że noc się z dniem zrówna
i na końcu tęczy znajdziesz
cały garnek gówna
kolejny raz otwieram oczy
znowu atak rzeczywistości
boje się ze już nić mnie nie zaskoczy
topie się w tej bezradności
ale próbuje wciąż marzyć
i marzenia na potem susze
nie mogę dać w sobie zabić
bo jakoś marzyć muszę
coś jednak na drodze mi staje
spotykam marzeń nowych zabójców
kolejny piękny dzień wstaje
w Mieście Samobójców
najpierw kazali ci marzyc bredzili, że przyjażn że miłosc pokazali jak pieknie masz zyc a ty uwierzyleś w ich sny na siłe kiedy przyszło ci troche dorosnąc filmy z zyciem przestały sie mieszać i poznałes ta prawde radosna że juz tylko przychodzi sie wieszac a kiedy znowu ktoś przyjdzie podpalić twoj dom to zaczną sie bardzo zasmucać że z domu wyniesiesz tylko JĄ a sam zeczniesz do ogina dorzucać
czasem mam wrażenie
ze ucieka mi przez palce
wszystko to o czym marze
i o co staram się w walce
czasem mam wrażenie
ze nie jest jak było
nie spełniło się marzenie
i życie nie żyło
ale potem sobie myśle
co ty wiesz o życiu
nie o jakimś przemyśle
ani żadnym użyciu
tylko o prostej formie
tesknocie z miłoscią
takiej zyciowej normie
życiu z naleciałoscią
Chce uczyć na pamięć się twojego ciała.
Chce widzieć cie dłońmi gdy światło zaśnie.
Marze żebyś ty też chciała,
być w niebie nim księżyc zgaśnie.
Razem połączymy się z gwiazdami,
wzlecimy wyżej niż sam księżyc.
Staniemy się nowymi żywiołami
i nie rozdzieli nas już nic.
W oczach mienią się barw miliony,
usta pachną wiatrem i malinami.
Wokół nas wszechświat nieskończony,
a my w nim jesteśmy razem sami.
Dryfujemy pośród gwiazd,
płyniemy w nieskończoną dal.
Nikt nie da rady zatrzymać nas,
bo mamy tu swój niekończący się bal.
A kiedy już burza ucichnie,
kiedy gwiezdny pył osiądzie na niebie,
kiedy niebo z gwiazdami już zniknie,
chce wtedy mocno przytulić się do ciebie
i kochać i zasnąć i marzyć.
Czuć twoją rękę jak ściska mą dłoń,
czekać aż sen sam się wydarzy
i oddalić się w zaklętą toń.